WACŁAW OBRĘBOWSKI
Malarz i grafik - Żołnierz Września



piotr mierzejewski







Wacław Obrębowski: Rysunek ołówkiem "W okopach w 1939 roku".

Praca pochodzi z kolekcji jego przyjaciela, malarza i grafika, prof. Stanisława Dawskiego.




Wacław Obrębowski (ur. 4 sierpnia 1910), utalentowany malarz i grafik, absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (rocznik 1938), zginął w pierwszych dniach Kampanii Wrześniowej. Śmierć przyszła po niego, nim zdążył w pełni rozwinąć skrzydła twórczości. Był jednym z tych dzielnych, którzy zamiast się dekować za linią frontu, chwycili za broń. Zamiast pędzla — karabin, zamiast sztalugi — okop ...


Na przełomie wiosny i lata 1939 roku opuścił swoją pracownię malarską przy ul. Filtrowej 83 (Osiedle Artystów Plastyków) na warszawskiej Ochocie i przywdział mundur oficera Wojska Polskiego. Pełniąc służbę jako podporucznik rezerwy w 80. Pułku Piechoty Strzelców Nowogródzkich, nie przestał być artystą. Portretował towarzyszy broni ołówkiem, szkicował twarze zmęczone ćwiczeniami, marszami, dłonie zaciśnięte na karabinach, pełne wyrazu oczy młodych mężczyzn i tych w sile wieku. Jego ręka oddawała nie tylko obraz, ale i emocje — niepokój, trwogę, strach, determinację, rozpacz, ale także i cichą nadzieję.


Utrwalone przez niego sceny z życia naszej piechoty oglądać można m.in. w zbiorach Biblioteki Ossolineum. Tam zdeponowany jego szkicownik zawiera rysunki z ćwiczeń wojskowych podczas upalnego lata roku 1939. Wiele rysunków Obrębowskiego przechowuje także Biblioteka Narodowa.


Wybuch wojny z Niemcami zastał go na stanowisku dowódcy 1. plutonu 8. kompanii III batalionu 80. pp. Jego pluton zajmował wówczas pozycję obronną między wsiami Piekiełko i Krajewo (teraz część miasta Mława). Rejon ten był bardzo ważny z wojskowego punktu widzenia, tu bowiem miano bronić stolicy przed atakiem wojsk niemieckich nacierających od północy.


Pierwszego września o godzinie 10.00 nastąpiło natarcie przeważających sił wroga, w wyniku którego Piekiełko przeszło w ręce niemieckie. Później Wacław Obrębowski uczestniczył w coraz bardziej rozpaczliwych walkach odwrotowych i opóźniających - przez 11 kolejnych, upiornych dni. W nielicznych chwilach wypoczynku znajdował jednak czas, aby utrwalać na papierze żołnierskie wizerunki. Jego prace z tego okresu, a także i z mobilizacji, eksponowała w 2014 roku w swoich salach Miejska Biblioteka Publiczna w Ząbkach.






Rysunki Wacława Obrębowskiego na wystawie w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ząbkach w 2014 r.

Źródło: Facebook.



Według oficjalnej wersji Obrębowski zginął w boju 12 września 1939 w pobliżu miejscowości Siwki, broniąc przeprawy przez Bugo-Narew na przyczółku radzymińsko-wieliszewskim. Bliższe okoliczności i szczegóły jego śmierci nie są niestety znane. Nie miał jeszcze nawet 30 lat. Śmierć jego nie była głośna, nie trafiła na pierwsze strony gazet, nie opłakiwały jej tłumy.


Spoczął na cmentarzu parafialnym w Wieliszewie, w kwaterze żołnierzy Września, wśród trzystu innych poległych. Wstrząsające, że aż 256 z nich pozostało zidentyfikowanych. Można rzec z emfazą, że tylko ziemia zna ich imiona i tylko wiatr pamięta ich głosy. Może właśnie w szkicach Obrębowskiego — tych pełnych czułości i uwagi — przetrwały twarze tych nienanych żołnierzy. Może to on, świadomie lub nieświadomie, ocalił ich od zapomnienia. Był artystą, który widział więcej niż inni. W jego rysunkach nie ma patosu, jest cicha obecność żołnierza — zmęczonego, skupionego, żywego. I choć nie zdążył namalować wszystkiego, co nosił w sercu, zostawił po sobie ślad. Delikatny, jak kreska ołówka na papierze. Trwały, jak pamięć o tych, którzy odeszli zbyt wcześnie.





Rysunek Wacława Obrębowskiego, prawdopodobnie z roku 1937, przedstawia jego przyjaciela, Stanisława Dawskiego, wówczas studenta ASP, z którym dzielił wynajmowaną pracownię w warszawskiej kamienicy przy Filtrowej 83.




Obrębowski nie zdążył stworzyć wielkich cykli malarskich, nie miał retrospektyw, ani wystaw w paryskich galeriach. Ale jego prace — te nieliczne, zachowane w zbiorach bibliotek — są świadectwem duszy, która widziała więcej niż tylko kształty i kolory. To spojrzenie człowieka, który kochał Polskę, ludzi i sztukę. Który potrafił dostrzec piękno w prostocie i dramat w codzienności. Dziś, gdy patrzymy na jego szkice, czujemy nie tylko nostalgię za utraconym talentem, ale też cichy szacunek dla człowieka, który nie zdążył powiedzieć wszystkiego, co miał do powiedzenia — bo historia przerwała mu w pół zdania.


Na koniec nie sposób nie wspomnieć o pewnych wątpliwościach tyczących miejsca jego śmierci. Znane są rysunki sygnowane podpisem Obrębowskiego, a zatytułowane "Obrońca Woli" czy "Żołnierz z czasów obrony Warszawy", które sugerują, że mógł dotrzeć do stolicy i dopiero tam zginąć. Pamiętajmy, że okoliczności jego domniemanej śmierci w rejonie Bugo-Narwi są bliżej nieznane. 80. pułk piechoty we Wrześniu uległ rozproszeniu, jego żołnierze albo zginęli, albo zostali wzięci do niewoli, albo próbowali przedostać się do Warszawy, aby kontynuować walkę w jej obronie.