Warszawa lat trzydziestych XX wieku w biografiach Stanisława Szukalskiego jawi się przede wszystkim jako scena wystaw, polemik, a niekiedy gwałtownych konfliktów i procesów sądowych ze środowiskiem artystycznym. Ten kontrowersyjny rzeźbiarz, malarz i rysownik, często przedstawiany jako zapoznany geniusz, potrafił wytworzyć wokół siebie atmosferę wyjątkowo gorącą. „Kurier Poznański” 5 grudnia 1937 roku pisał, że artysta zaobserwowane w Stanach Zjednoczonych „metody reklamy za pomocą awantur i paszkwilów zużytkował w Polsce, jak np. w Krakowie, gdzie uprawiał napaści na Akademię Sztuk Pięknych i na plastyków krakowskich”.
Swój — nazwijmy go barwnym — styl uczestniczenia w życiu artystycznym demonstrował także w kontaktach towarzyskich. Jednym z takich miejsc była kamienica Osiedla Artystów Plastyków przy Filtrowej 83 na warszawskiej Starej Ochocie. Tak się składa, że w czasach mojej młodości przez wiele lat utrzymywałem bliskie kontakty z plastykami, którzy działali na niwie artystycznej jeszcze w okresie międzywojennym. Wynikało to z faktu, że mój ojczym, malarz Kazimierz Poczmański, był współzałożycielem grupy „Zachęta”, a mieszkanie mojej matki przez długie lata pełniło rolę jej nieoficjalnej — a bywało, że i oficjalnej — siedziby.
Brałem żywy udział w spotkaniach towarzyskich tych artystów, często starszych ode mnie niemal o pół wieku. Z wieloma, mimo ogromnej różnicy wieku, byłem po imieniu. Całonocne spotkania, zazwyczaj odbywające się w gęstym dymie papierosów i oparach alkoholu, przeradzały się w długie wspominki dawnych lat oraz obgadywanie nieobecnych kolegów. Co pewien czas powracał w nich także temat Stanisława Szukalskiego.