Plakaty PatrycjI Kühn nie należą do tych, które chcą się podobać za wszelką cenę. Nie uwodzą ornamentem, nie flirtują z modą, nie próbują zaskakiwać formalną brawurą. Ich siła tkwi gdzie indziej – w przekonaniu, że plakat jest narzędziem myślenia, a nie wyłącznie nośnikiem informacji czy wizualnego efektu. W centrum jej twórczości znajduje się człowiek zanurzony w historii – często anonimowy, sprowadzony do sylwety, znaku, powtarzalnego gestu. To nie portret jednostki, lecz figura zbiorowa: tłum, marsz, rytm. Kühn świadomie rezygnuje z psychologicznego detalu, wybierając język syntezy. Dzięki temu jej plakaty nie opowiadają historii „o kimś”, lecz stawiają pytania o mechanizmy, które tę historię tworzą: przemoc, opór, pamięć, odpowiedzialność.
Charakterystyczna paleta – czerń, biel, czerwień – nie pełni funkcji dekoracyjnej. Kolor jest tu nośnikiem znaczeń: sygnałem alarmowym, śladem krwi, znakiem granicznym. W połączeniu z wyraźnie zarysowaną kompozycją – osiową, rytmiczną, często opartą na napięciu góra–dół – buduje obrazy oszczędne, lecz nasycone treścią. To plakaty, które działają ciszą: zostawiają widzowi przestrzeń na własną reakcję.
W tym sensie twórczość Patrycji Kühn wpisuje się w najlepsze tradycje polskiego plakatu, rozumianego nie jako styl, lecz jako postawę intelektualną. Blisko jej do myślenia Henryka Tomaszewskiego, dla którego jeden znak mógł zawierać całą ideę, oraz do krytycznej ostrości Romana Cieślewicza, wykorzystującego rytm i powielanie jako komentarz do rzeczywistości masowej. Jednocześnie Kühn unika agresji wizualnej i groteski – jej plakaty są bardziej powściągliwe, bliższe empatii niż prowokacji.
Istotne jest również to, czego w tej twórczości nie ma. Nie ma łatwego patosu, ilustracyjności ani dosłownych symboli „narodowych”. Historia nie zostaje tu zamieniona w dekorację ani w mit. Jest raczej obszarem napięcia – czymś, co domaga się refleksji, a nie celebracji. Plakat staje się w tej perspektywie formą odpowiedzialności: za obraz, za sens, za emocję, którą wywołuje.